Lifestyle

Dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość. Część 2

dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość

Przyszedł czas na drugi post z serii prywatnych wydarzeń. Osoby zaciekawione, którym coś umknęło, pod tym linkiem znajdą pierwszy wpis z tego krótkiego cyklu (link). Tym razem wzięłam pod lupę dzień ślubu, czyli jak dokładnie mają się plany w stosunku do rzeczywistości. Oczywiście przepiękne zdjęcia z naszego dnia wykonała utalentowana fotograf Janina Tyńska.

Zdarza Ci się czasem planowanie jakiegoś dnia lub wydarzenia? Ja na przykład staram się być przygotowana na każdą możliwą ewentualność. Potrafię całymi dniami snuć plany i organizować, a następnie przez długie godziny obmyślać różne sytuacje i możliwe ich rozwiązania, ponieważ nie do końca przepadam za niespodziankami. Właściwie to panicznie boję się, że nie podołam jakiejś sprawie. Stąd moja pewna niechęć do nieoczekiwanego. Obsesyjnie staram się mieć wszystko zawsze pod kontrolą. 

A teraz nagle zderzyłam się ze ścianą. Planowanie codzienności to mały puchaty pikuś przy organizowaniu ślubu. Codzienne sprawy jako tako można przewidzieć, ponieważ niektóre sytuacje wracają raz na jakiś czas. Dodatkowo na bazie doświadczeń bliskich osób buduje się często własne podejście do wielu kwestii życiowych. 

Ślubu nigdy sobie nie wyobrażałam. Nie należę do grona kobiet, które już od dziecka wyobrażają sobie siebie w białej balowej sukni i w drodze do ołtarza. To jest chyba jedyna kwestia w moim życiu, której nigdy nie chciałam planować z wyprzedzeniem, a wyobraźnię trzymałam na wodzy. Zero oczekiwań, zero rozczarowań. Budowanie więzi i wzajemnego zaufania jest dla mnie w związku najważniejsze. Wstyd się przyznać, ale nie znałam zbytnio tradycji z tym dniem związanych oraz nie przykładałam również zbytniej uwagi w zgłębianiu tej wiedzy. Na niewielu weselach też bywałam . Po wielu dniach dyskutowania, razem z partnerem podjęliśmy decyzję, czego nie oczekujemy i czego nie chcemy. Ogromny to był sukces.

Po długim czasie organizowania i zajmowania się tym tematem przyszedł dzień, kiedy wszystkie możliwe sprawy domknęłam lub oddelegowałam odpowiednim osobom i firmom. Było to jakieś dwa tygodnie przed wytyczoną datą.

To był właśnie dzień, kiedy zdecydowałam, że odpuszczam. Niech się dzieje co chce, a moja rola właśnie się kończy. Przy tylu gościach, rodzinach, znajomych nie jest się w stanie niczego przewidzieć. Nie byłam nawet pewna swoich reakcji. I to była najlepsza decyzja jaką podjęłam do tej pory w swoim życiu. Byliśmy w tym dniu cali sobą zaangażowani w bieg wydarzeń i w siebie nawzajem, przyjmując na klatę wszystko to co miało mieć miejsce i czerpiąc radość z najmniejszych rzeczy i kontaktu z ludźmi, a przede wszystkim czasu spędzonego razem. 

Od tamtej pory wiem, że choćbym planowała skrupulatnie z niesamowitą dokładnością konkretny dzień w swoim życiu (i nie mam na myśli tu tylko kwestii weselnych), obmyślała pięć wersji planów na każdą ewentualność, to nigdy nie przewidzę wszystkiego i nie będę miała pewności co do toku wydarzeń. I dobrze.

dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość
dzień ślubu, czyli plany vs rzeczywistość

Może spodobać ci się również

error: Zdjęcie jest chronione.