Podróże

Plaże Malty

plaże Malty

#Dzień 4

No dobra. Niewiele ich widziałam, a jeśli w ogóle to z daleka, przechodząc w ich pobliżu lub podziwiając z klifów. Ale całym sercem potwierdzam, plaże Malty są przepiękne, małe ale bardzo urokliwe. Tyle, że aparatu w tamtym dniu ze sobą nie miałam.. Więc zdjęć jakby tak nie mam zbytnio. Uratowanych jest raptem kilka - z telefonu i to nie mojego!.

Mieliśmy jeden jedyny dzień, który w napiętym grafiku przeznaczony był na odpoczynek, więc padła decyzja, że dziś będzie właśnie ten dzień. Dzień plażowania. Jedna jedyna chwila jaką w sumie wymarudziłam u męża, by spędzić na plaży. Jakoś nie przepada on za wylegiwaniem się bez celu godzinami na słońcu, a sporty wodne nieszczególnie go pociągają.

Tak więc jeden dzień wolnego. Wstajemy rano, ja pełna euforii, on lekko zrezygnowany. Wyskakuję z łóżka, odsuwam zasłony.. Jest! Piękne słońce! Po chwili jednak przykuwa moją uwagę pewna sytuacja. Ludzie przemykają ulicą jakoś szybciej, lekko targani na różne strony, dziwnie poubierani, jakby bardziej, cieplej, trochę opatuleni. Co się okazało.. nadeszły zimne północne wiatry. Jak na klimat na wyspie i tak mimo chłodu nie były one szczególnie uciążliwe, jednak o kąpielach w ciepłym morzu mogłam jedynie pomarzyć podczas tego wyjazdu. Fale zabijały swoją siłą o klify. 

Oczywiście w tym dniu wszystko zmówiło się przeciwko nam, począwszy od pogody, kończąc na autobusach - jeden nie przyjechał w ogóle, następny był tak nabity,więc kierowca zmuszony był odmówić nam jazdy. Dopiero do kolejnego udało nam się wsiąść po pół godzinie kiblowania na przystanku, przy czym uprzejmie wysadzili nas nie na tym przystanku co trzeba. Paradise Bay, to okazuje się plaża wręcz nie do zdobycia. Jeździ tam autobus widmo, a nikt kompletnie nie wie jak tam dotrzeć, czy to miejscowy, czy turysta. 

Co się później okazało. Gdybyśmy zdali się na własną intuicję (która w tym dniu umordowana wcześniejszymi wojażami została chyba pod kołderką), to z głównej trasy dostalibyśmy się tam w 15 minut na nogach. Straconą kolejną godzinę czekania na nieistniejącą komunikację miejską, można było wykorzystać niestety w bardziej kreatywny sposób niż znowu stanie na przystanku.

Jednak widoki i wrażenia po dotarciu na plażę rekompensowały wszystkie przeciwności, jakie napotkaliśmy po drodze od rana. Paradise Bay to faktycznie ukryty zakątek raju wśród klifów. Maleńki, tarasowy, wciśnięty w skały. Do knajpki na wybrzeżu wyciągiem przemieszczała się świeża dostawa owoców morza, ponieważ w inny sposób nie było możliwości dostarczenia zaopatrzenia. Determinacja się opłacała. Pewnie nie zdziwi Cię także fakt, że byliśmy jedynymi osobami w tym miejscu. Jakoś chyba mało kto o zdrowych zmysłach wybiera się na plażę przy tak silnie wiejącym zimnym wietrze.

Dopiero po jakimś czasie koło nas pojawiły się nieśmiało dwie pary i grupa świetnie bawiących się studentów. Jak dla mnie, w tym momencie było już tam tłoczno. Zastanawia mnie wciąż fakt, jak gniotą się ludzie w sezonie na tak małej powierzchni. Pewnie rezerwacja miejsc leżących przebiega tu podobnie co walka o M1 w pierwszym rzędzie nad morzem polskim w Łebie. Z taką jedynie różnicą, że nikt nie zabiera parawanów. Dobrze, że podróżuję zwykle poza sezonem lub pod jego koniec. To naprawdę wielki komfort. 

Co się okazało, najlepsze było dopiero przed nami. Po porannych przebojach i trudach w dotarciu do Paradise Bay, zdecydowaliśmy zabawić tam znacznie dłużej niż początkowo planowaliśmy i ostatecznie skorzystaliśmy z oferty plażowej knajpki. Smaczniejszego jedzenia nie mieliśmy okazji jak dotąd próbować na Malcie, a ceny w stosunku do innych knajpek na wyspie wcale nie były szczególnie wygórowane, jakby można było przypuszczać po dostępności lokalu. 

Na koniec załapaliśmy się na stopa, a przemiły pan, mieszkający już na wyspie spory kawał swojego życia, podwożąc nas praktycznie pod same drzwi mieszkania (a miało być tylko na przystanek) umilał nam jazdę ciekawymi anegdotkami dotyczącymi życia w tym małym kraju. Dzięki czemu zyskaliśmy spory nadmiar czasu, który spożytkowaliśmy wieczornym spacerem wybrzeżem starej Valletty.

Czy wspominałam już, że mogłabym tutaj zamieszkać? 

plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty
plaże Malty

Może spodobać ci się również

error: Zdjęcie jest chronione.