Podróże

W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty

W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty
W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty
W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty

#Dzień 2

Po całodniowym trekkingu wzdłuż wybrzeża wyspy, o którym możecie poczytać tutaj (klik), wybraliśmy się dla odmiany w poszukiwaniu głównych atrakcji Malty.

W tak krótkim okresie, jaki spędziliśmy w tym pięknym kraju, ciężko było zdecydować na co poświęcić ten czas, co faktycznie zobaczyć, a co odpuścić i zostawić sobie na bliżej nieznaną przyszłość. Nie ukrywam jednak, że dzień poprzedni nas trochę umordował. Właściwie na własne życzenie, no ale co tam, i tak warto było. 10-godzinny trekking w pełnym słońcu, kiedy to moje ciało już zapomniało jak funkcjonować w tak ciepłe dni (jesień, zima, i początek wiosny to praktycznie życie w ciemnicy, no ale co tam będę mówić, każdy wie jak jest), mógł dać lekko w kość. Dlatego też na następny dzień, by nie zmarudzić niepotrzebnie niedzieli, zdecydowaliśmy się na typowe zwiedzanie. Jak to na prawdziwego turystę przystało, skupiliśmy się przede wszystkim na dwóch głównych punktach: wiosce rybackiej oraz wszem i wobec reklamowanej groty w klifach, tak by na spokojnie i bez pospiechu zobaczyć to co najważniejsze

Wioska rybacka Marsaxlokk słynie przede wszystkim z targu rybnego. Spragniona świeżych owoców morza i ryb jechałam do niej przebierając z niecierpliwości nogami w autobusie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie zdziwienie mnie spotkało, gdy po wyjściu z autobusu w pierwszej kolejności zobaczyłam.. zwykłe targowisko (?). Wszędzie czytałam fantastyczne opinie o regionalnych produktach, barwnych rybnych straganach i innych cudach lokalnych, a w rzeczywistości mogłam kupić torebki, buty, ubrania i produkty, które mogę dostać właściwie wszędzie i to taniej niż tam plus przelicznik razy 4 na euro.

Gdzieś bardziej w głąb tych wszystkich stoisk, gdy spokojnym spacerkiem mijaliśmy zachwyconych turystów z innych krajów, trafiliśmy na kilka stoisk z faktycznie regionalnymi produktami. Niestety było ich niewiele, a ceny przyprawiały o zawrót głowy. Śmiem twierdzić, że w innych miastach prędzej znajdzie się kameralne sklepiki, gdzie podobne rzeczy lokalne można nabyć znacznie taniej. Trzeba jedynie troszkę bardziej poznać wyspę, a następnie wiedzieć gdzie szukać. Wymaga to jednak poświęcenia więcej czasu i trochę zaangażowania w poznaniu danej kultury. 

Dlatego też pozwól, ale nie zamieszczę tu zdjęć z tego targu. A właściwie to nawet ich nie mam. Jakoś zawiedziona schowałam aparat i snułam się długą alejką przeglądając nieśpiesznie produkty. Prawdziwy skarb tej wioski, dla którego warto tam pojechać i który zachwycił mnie niewyobrażalnie, lekko przysłonięty był całym targowiskiem i wyłonił się dopiero pod sam koniec. W całym porcie stały przepięknie pomalowane, tradycyjne łódki i kutry rybackie. Mieniąc się w pełnym słońcu dryfowały na całej długości wybrzeża wszystkie odcienie niebieskiego, żółci i bieli. To właśnie one są największym symbolem wyspy, a w takim miejscu stanowią spektakularny widok.

Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, obserwując z lekkiej oddali, jak toczy się codzienność w małej wiosce, której głównym źródłem utrzymania jest morze. Dopiero po pewnym czasie z lekkim westchnieniem padła decyzja, by zmienić miejsce i znaleźć jakąś knajpkę do skosztowania ich lokalnych ryb. Przepyszne, świeże, smakowicie przyrządzone, warte wszystkich pieniędzy. Nawet teraz pisząc ten wpis, cieknie mi ślinka na samo wspomnienie. 

Błogo najedzeni i zrelaksowani, mając jeszcze spory zapas dnia, śmiało udaliśmy się dalej w drogę. Trochę było zamieszania z autobusami, nie było ich zbyt wiele, rzadko jeździły też w niedziele, a my w końcu nie znaliśmy zbyt dobrze południowego regionu. Trochę kombinacji, kręcenia się w kółko (pod prąd, no bo przecież tam się jeździ "po angielsku"), sporej dawki śmiechu i w końcu razem z nowo poznanymi na przystanku Niemcami udaliśmy się na eksploatowanie Blue Grotto. Kolejnego symbolu wyspy, number one w przewodnikach turystycznych. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się jakiegoś szału. Byliśmy na Malcie na początku sezonu turystycznego, a mimo późnej godziny popołudniowej na miejscu było całkiem sporo ludzi. Strach się bać, co tam się dzieje w szczycie sezonu. 

Zobaczenie jednak majestatu klifów z perspektywy morza oraz możliwość wpłynięcia w powstałe tam groty.. Niesamowite przeżycie, ukazujące bezmiar możliwości natury. Spójrz poniżej i przekonaj się sam.

W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty
W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty
W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty
W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty
W poszukiwaniu głównych atrakcji Malty

Może spodobać ci się również

error: Zdjęcie jest chronione.